Bad Boys: Jedź lub giń (teraz dostępny w serwisach VOD, takich jak Amazon Prime Video) uruchamia formułę komedii akcji, którą albo się kocha, albo kocha się nienawidzić: Will Smith i Martin Lawrence rozwalają się, strzelając do złych facetów. To jest moment w recenzji, w którym wspomina się o The Slap i o tym, jak film może być kluczową częścią odnowy wizerunku Smitha – jak dotąd, wydaje się, że jest tak dobry, skoro był kinowym hitem, zarabiając 388 milionów dolarów na całym świecie – a następnie przechodzi się do stwierdzenia, że jest to drugi film z serii dla zespołu reżyserów Adila El Arbiego i Bilalla Fallaha, którzy słynnie stanęli na czele odłożony na półkę Dziewczyna nietoperz film pomiędzy nimi dwoma. Są absolutnie gotowi przejąć rolę Michaela Baya jako nadmiernego nadreżysera nadzwyczajnego i udało im się wyprodukować kolejny hałaśliwy bałagan, który zadowoli fanów i sprawi, że reszta z nas wybierze „umrzeć” zamiast „jechać”.
BAD BOYS: JEŹDŹ LUB ZGIŃ: OBEJRZEĆ CZY POMINĄĆ?
Sedno sprawy: Marcus (Lawrence) i Mike (Smith) spóźniają się. Pędzą przez Miami w Porsche Mike’a i z jedną rzeczą i drugą – a jest tyle jednej rzeczy i drugiej w tej fabule – kończą na końcu napadu i, co o wiele bardziej niepokojące, uwikłani w beznadziejnie nieśmieszną, kiepską powtórkę żartu o Skittles. Na co, możesz zapytać, się spóźniają? Niespodzianka: ślub Mike’a! Nasz kolega playboy w końcu się ustatkował, więc teraz ma kogoś, na kim mu zależy, kogo złoczyńcy mogą porwać i uratować w trzecim akcie. Ale ten pierwszy akt nie dotyczy jego. Nie, Marcus ma atak serca w środku przyjęcia weselnego, co prowadzi do doświadczenia bliskiego śmierci, w którym spotyka ich ukochanego zmarłego szefa policji Conrada Howarda (Joe Pantoliano) w życiu pozagrobowym, co sprawia, że Marcus wierzy, że nie umrze, nawet jeśli będzie spacerował po ulicach lub wskoczy do basenu z aligatorami. Co oczywiście zrobi, mając nadzieję, że wywoła nasz śmiech. (Powodzenia, widzowie, powodzenia.)
Wyzdrowienie Marcusa skłania również jego żonę (Tasha Smith, zastępującą Theresę Randle w tej roli) do ogłoszenia go wegetarianinem, który oficjalnie przestał jeść przekąski, co stwarza kolejne możliwości lokowania produktu, np. następującą jednowersową kwestię: „Myślę, że zostaniesz Ding-Dongless”. Kiedy dojdziemy do fabuły, która zainspiruje naszych dynamicznych bohaterów do strzelania do złych facetów i unikania eksplozji? Miejmy nadzieję, że nigdy, ponieważ komedia postaci mogłaby być orzeźwiającym zwrotem akcji dla tej serii, ale niestety, to tylko marzenie. Niektórzy źli penisheadzi wrabiają Conrada w paskudną robotę karteli narkotykowych, próbując odwrócić od siebie winę – albo coś w tym stylu – a Marcus i Mike nie lubią, gdy imię ich starego szefa jest ciągnięte przez bagno, zwłaszcza po tym, jak zobaczyli, jak tak emocjonalnie przywołuje tytuł filmu w pośmiertnym nagraniu wideo: „Jesteście moimi złymi chłopcami”, mówi. Sniffle sniffle honk, tak wzruszające! Więc pracują, aby Dotrzeć Do Sedna Tego, co oczywiście wymaga od nich strzelania do złych facetów i unikania eksplozji.
I tak nasi chłopcy wpadają w tarapaty. Mike nawet dostaje ataku paniki w środku jednego z nich, ale to wątek poboczny pozostawiony do uschnięcia i śmierci wśród 300 innych wątków pobocznych, które obejmują: byłą i obecną szefową policji Mike’a, Ritę (Paola Nunez). Przyszłego burmistrza Adama Lockwooda (Ioan Gruffudd). Hakera z policji Miami (Alexander Ludwig) i kobietę z bronią z policji Miami (Vanessa Hudgens). Uwięzionego, byłego syna kartelu, Armanda (Jacob Scipio). Córkę Conrada, marszałka USA, Judy (Rhea Seehorn) i jej córkę Callie (Quinn Hemphill). Głównego złego faceta, Jamesa McGrtha (Eric Dane). Reggiego (Dennis McDonald), bezwzględnego zięcia Marcusa, żołnierza piechoty morskiej USA. Powrót Johna Salleya i nowy występ Tiffany Haddish. Czy o kimś zapomniałam? Przypadkowy bandyta nr 5? Specjalista od lokowania produktów? Największy maniak związany z tym filmem, ktokolwiek zaprojektował scenografię do siedziby złych facetów? Jerry Mathers jako… The Beaver? Tak czy inaczej, niech będzie wiadomo, że to wszystko stanie się bardziej brutalne, zanim stanie się mniej brutalne.

Jakie filmy Ci to przypomni?: W latach 80. i 90. XX wieku w wojnach między serią komedii policyjnych i filmów akcji Gliniarz z Beverly Hills jest bardzo > Źli chłopcyUwaga: Nie zdziw się, jeśli niedawny sukces finansowy Źli chłopcy filmy inspirują długo omawiane Godzina szczytu 4 do produkcji.
Występ warty obejrzenia: Lawrence jest tutaj znacznie bardziej natchniony niż śpiący Smith – ale bardziej przekonujące jest to, że film stawia McDonalda w centrum najlepszej sceny akcji, co sugeruje, że może on odegrać znaczącą rolę w piątej części Źli chłopcyczy świat powinien zostać obdarzony tą cholerną rzeczą.
Pamiątkowy dialog: Nie sądzę, żeby „Jestem pewien, że moja dusza ma fiuta, Marcusie” było na równi z „… i kilkoma Skittlesami”, ale przynajmniej nie jest tak bardzo zainteresowane jawnym reprezentowaniem marki.
Seks i skóra: Żadnego.

Nasza opinia: Błyskawiczna wymiana zdań między Lawrence’em i Smithem to Źli chłopcy znak towarowy, i niech będzie wiadomo, że tutaj jest znacznie stonowany. W rzeczywistości ich najbardziej inspirująca (względnie rzecz biorąc) wymiana zdań nie następuje aż do zakończenia przy grillu, kiedy kłócą się o to, kto będzie obsługiwał grilla. Wygląda na to, że fani ich komicznej chemii – paliwa dla tej w innym wypadku rutynowej franczyzy policjantów i złodziei – będą rozczarowani. Smith po prostu nie wydaje się tym zainteresowany, a Lawrence rekompensuje to, dodając głupoty przy każdej okazji. Może to scenariusz, który przedziera się przez skomplikowaną fabułę pełną dramaturgii oper mydlanych, która nikogo nie obchodzi. Albo może to fakt, że Źli chłopcy na całe życie oznaczało (stosunkowo rzecz biorąc) świeży powrót duetu i Jedź lub zgiń wydaje się być zadowolony z kontynuacji dobrej woli swojego poprzednika.
Na papierze takie stonowanie bełkotu Smitha-Lawrence’a – który czasami uważam za zabawny, ale przeważnie drażniący – powinno być mile widziane. Ale Bilal i Adil są tak zauroczeni własną quasi-sprytną metodą komponowania sekwencji akcji, że rekompensują brak werbalnej irytacji swoich głównych bohaterów (tak, relatywnie rzecz biorąc) własną marką wizualnej irytacji: wirującymi kamerami dronów, pierwszoosobowymi strzelankami, wrakami helikopterów CGI, edycjami mocno edytowanych edycji. Ich metoda na początku wydaje się zgrabna, potem ewoluuje w pobłażliwą, a ostatecznie okazuje się irytująca. Trzecioosobowa scena, która przechodzi między akcją na ziemi a punktami widzenia za pomocą kamer bezpieczeństwa, jest inspirująca, a nawet ekscytująca, ale wydaje się, że to jedyny makaron, który rzucają na ścianę i który faktycznie się trzyma.
Co znaczy Jedź lub zgiń jest przeładowany i przeadresowany do tego stopnia, że staje się męczący. Po prostu poczułem się tym wyczerpany, nie w taki sposób, jakbym właśnie miał orzeźwiający trening, ale w taki sposób, jakbym właśnie kupił zakupy spożywcze dzień przed Świętem Dziękczynienia. Jest głośny i męczący, a śmiechu i dreszczyku emocji jest za mało i rzadko. Ci, którzy oczekują więcej tego samego, dostaną to i dużo; te filmy nigdy nie były znane ze swojego minimalizmu i powściągliwości. Nieuchronnie, złe filmy kończą na recenzowaniu samych siebie za pomocą własnych dialogów, a w tym przypadku Smith ryczący „Przestań z tym głupim gównem!” z pewnością wydaje się wezwaniem do położenia kokardy tej wyczerpanej serii.
Nasze wezwanie: POMIŃ TO. Już wystarczy!
John Serba jest niezależnym pisarzem i krytykiem filmowym mieszkającym w Grand Rapids w stanie Michigan.