Salem’s Lot to jedna z niewielu głośnych adaptacji Stephena Kinga, która nigdy nie trafiła na duży ekran, a ten nowy film skierowany bezpośrednio do Maxa nie łamie schematu. Film, pierwotnie planowany na 2022 rok, został napisany i wyreżyserowany przez Gary’ego Daubermana (który wyreżyserował i/lub napisał kilka filmów towarzyszących Conjuring oraz napisał scenariusze do obu filmów „To”), był opóźniany i ponownie opóźniany, zanim został nieco bezceremonialnie usunięty w serwisie streamingowym. Ale hej, przynajmniej trafia w sezon upiorów i powinien przyciągnąć uwagę, prawda? Dyskusyjne jest, czy zasługuje na uwagę – jest to obszerna narracja, która została wcześniej zaadaptowana na potrzeby dwóch miniseriali telewizyjnych, w latach 1979 i 2004, i może lepiej pasować do dłuższego formatu.
Istota: Handlarz antykami Straker (Pilou Asbaek) wynajmuje kilku łobuzów, aby podnieśli dużą, ciężką skrzynię zawierającą coś bardzo starego i dostarczyli ją do obskurnej, zakurzonej, słabo oświetlonej piwnicy w starej rezydencji w mieście. To, chyba nie muszę ci mówić, nie jest to praca, której chcesz. Coś w tym pudełku się porusza i chłopaki wpadają w szał, zanim zobaczą to, co my: bladą twarz z kłami i jakieś przerażające „feratu” wyłaniające się z ciemności. To miejsce to Jerusalem’s Lot w stanie Maine i jeśli odetniesz pierwsze cztery litery, bardzo szybko przejdziesz od implikacji biblijnych do okultystycznych, co ma sens, biorąc pod uwagę, że wspomniana ludzka istota właśnie przybyła do miasta. W tym momencie samochody są duże, a w zajeździe wyświetlany jest film Dog Day Afternoon (wkrótce zmieni się na Night Moves), co mówi nam, że rok 1975 trwa pełną parą.
Ben Mears (Lewis Pullman) przyjeżdża do tego małego miasteczka po wielu latach – wyprowadził się w wieku dziewięciu lat po śmierci rodziców, a teraz jest autorem na tyle sławnym, że znalazł się na tylnej okładce powieści czytanej przez Susan (Makenzie Leigh), pośredniczka w obrocie nieruchomościami, która pomaga mu znaleźć pokój do wynajęcia, podczas gdy on przebywa w mieście i zbiera informacje do swojej następnej książki. Ona natychmiast zostaje oczarowana, a on byłby głupcem, gdyby w zamian nie był taki sam. Spędzamy trochę czasu, przedstawiając grupę mieszkańców miasta: apodyktyczną matkę Susan, apodyktyczny szef Susan, plotkującą bibliotekarkę i gospodynię Bena, która jest w pewnym sensie Kathy Batesalike, ale niech… nie będzie tam, bo to zupełnie inna adaptacja Stephena Kinga. Ci ludzie nie są jednak tak ważni jak inni: szef policji (William Sadler), kaznodzieja alkoholik (John Benjamin Hickey), nauczyciel Matt Burke (Bill Camp), doktor Cody (Alfre Woodard), grabarz facet, który praktycznie ma wytatuowany na czole „przyszły wampir” (Spencer Treat Clark) oraz trzech uczniów, w tym bracia Danny (Nicholas Crovetti) i Ralphie Glick (Cade Woodward) oraz nowy dzieciak Mark Petrie (Jordan Preston Carter). Uff.
Stąd porwane zostaje dziecko, kolejne umiera na „anemię złośliwą”, grabarz słyszy dudnienie z wnętrza trumny, a pan „Feratu” czai się i prezentuje imponująco ostre prace dentystyczne i manicure. żywi i wprowadza ludzi w raczej niefortunny stan pośmiertny. Ustalono wiedzę i zasady dotyczące używania krzyży i drewnianych kołków, gdy wampiry zapuszczają się do społeczeństwa i całej tej sprawy związanej z zapraszaniem – i, jak się wydaje, odstraszaniem – wspomnianych ghuli do twojego domu. Między Benem i Susan coś się dzieje i to urocze, ale nie dlatego, że spędzamy dużo czasu na poznawaniu ich poza rolami wyznawców wampirów, którzy przewodzą szarży mającej na celu ocalenie miasta, obok Burke’a, dr. Cody i szokująco zaradny 11-letni Mark. Przeżycie nie jest gwarantowane.

Jakie filmy będzie Ci to przypominać?: Przynajmniej Renfield spróbował czegoś innego i mam podejrzenie, że remake Nosferatu Roberta Eggersa przyćmi to rutynowe ćwiczenie gatunkowe.
Wydajność, którą warto obejrzeć: Camp, Woodard i Hickey to wspaniali aktorzy charakterystyczni, każdy kradnie scenę i przez chwilę podnosi poziom materiału. Ale tutaj brakuje im czasu, a traktowanie ich postaci wydaje się bardziej bezceremonialne, niż na to zasługują.
Pamiętny dialog: Naprawdę podobało mi się, że Camp wypowiedział tę kwestię z pogranicza obozu: „Wiem, jak to brzmi, pomysł, że Mike Ryerson jest „Jezusem” – stworzeniem nocy”.
Seks i skóra: Nic.

Nasze podejście: Kulminacyjna sekwencja Salem Lot ma miejsce w kinie samochodowym, co sugeruje, że Dauberman dąży do czegoś, co grałoby w slocie B w połowie lat 70. Nie jestem pewien, jak zinterpretować sekwencję, w której ekran się zawiesza – z pewnością jest to fajny pomysł na fabułę, ale czy powinniśmy wziąć pod uwagę fakt, że ten film od razu trafił do streamingu? Nie taka była zamierzona strategia wypuszczenia gry, więc myślę, że powinniśmy po prostu uznać to za przypadkową ironię.
W każdym razie podejście Daubermana jest z pewnością wykonalne, dopuszcza fragmenty makabrycznej przemocy i ponurego humoru oraz bezczelny ton, który stara się być poważny, ale nie poważny, oraz przyjazny dzieciom w wykorzystywaniu młodych postaci, ale nie przyjazny dzieciom, ponieważ niektóre z tych młodych postaci umierają na ekranie w przerażający sposób. OK, może ten ton nie do końca pasuje, ale trzeba podziwiać, że twórcy filmu nie jest całkiem zadowolony z stworzenia kolejnego autopoważnego horroru. A gdyby to zadziałało, film miałby bardziej wyrazisty charakter vintage, a nie świadomie retro i pastisz tropów charakterystycznych dla epoki, które weszły w modę po sukcesie filmów Stranger Things i It.
Istnieje również dokuczliwe poczucie, że scenariusz próbuje zmieścić o wiele za dużo w ramach filmu, który trwa niecałe dwie godziny. Rozwój postaci odbywa się tutaj po namyśle, a gracze z klasycznej mozaiki mieszkańców miasta King – znużony kaznodzieja, pragmatyczny nauczyciel, dzieciak studiujący stare komiksy, aby dowiedzieć się, jak walczyć z potworami itp. – nigdy nie mają okazji stać się czymś więcej niż tylko typami i urządzeniami fabularnymi. Sympatyczne kreacje Pullmana i Leigh sprawiają wrażenie oszołomionych, gdy są wciągani w różne strony przez fabułę, która nigdy nie zatrzymuje się na tyle długo, aby jakikolwiek podtekst dusił się pod niecierpliwą, pełną akcji narracją. Jest to film godny uwagi pod względem wizualnym i ma swoje momenty, ale jest ich za mało, aby usprawiedliwić oglądanie tego pozbawionego inspiracji bieżnikowania. „This Salem’s Lot” zamienia klasyczną historię Kinga w kolejny film o wampirach.
Nasze wezwanie: Nie ma tu zbyt wiele do polecenia. POMIŃ TO.
John Serba jest niezależnym pisarzem i krytykiem filmowym mieszkającym w Grand Rapids w stanie Michigan.