W przed i po walce na UFC 309 mistrz wagi ciężkiej UFC i legenda wagi półciężkiej Jon „Bones” Jones dał jasno do zrozumienia, że nie chce walczyć z tymczasowym mistrzem Tomem Aspinallem, posuwając się nawet do stwierdzenia, że Stipe Miocic walka na początku tego miesiąca byłabywięcej niż prawdopodobnebyć jego ostatnim.
Jones powiedział, że będzie walczył z Aspinallem wtedy i tylko wtedy, gdy jego szefowie odpowiednio mu zapłacą, podczas gdy Dana White powiedział, że walka z Aspinallem to jedyna walka, jaką można stoczyć.
Kiedy więc Jon Jones mówi: „UFC i ja, prowadzimy negocjacje. Prowadzimy rozmowy, aby zobaczyć, co będzie dalej…. Tak. Tak, najprawdopodobniej będę walczył w 2025 roku” – czy może to oznaczać, że w końcu pogodził się z walką z tymczasowym mistrzem Wielkiej Brytanii, ponieważ UFC zapłaci mu dobrze?
Przecież w tym samym wywiadzie z SchmoJones zauważył: „Jeśli dam [Aspinall] szansę walki ze mną, chcę otrzymać rekompensatę. Chcę to powiedzieć, chcę tych pieprzonych pieniędzy.
UFC, które co roku generuje przychody przekraczające miliard dolarów i ostatecznie płaci zawodnikom tylko 13% z tego, może z łatwością pozwolić sobie na wszystko, o co prosi Jones.
Pytanie brzmi, czy Dana White i Hunter Campbell są skłonni pozwolić zawodnikowi na zwycięstwo w negocjacjach, które może sprawić, że inni zawodnicy staną w obronie siebie. W przeszłości UFC pozwalało odejść najgorszemu człowiekowi przy życiu, Francisowi Ngannou, właśnie z tego powodu.
Kto wie, co się naprawdę stanie. Przecież jeszcze niedawno „Bones” mówił, że po tej walce odejdzie na emeryturę. Te nowe cytaty mogą być po prostu kolejnym wprowadzeniem w błąd lub plany mogą nie zostać zrealizowane.
Jednak przynajmniej na razie widać pozytywny postęp w negocjacjach w sprawie zarezerwowania długo oczekiwanej walki o unifikację tytułu wagi ciężkiej.