Kiedy usłyszałem, że twórcy stojący za Trylogią Ezio byli w końcu gotowi, aby pokazać swój kolejny duży projekt, od razu się zainteresowałem. Assassin’s Creed II, Brotherhood i Revelations nadal należą do moich ulubionych historii z gier wideo, jakie kiedykolwiek opowiadałem, więc nie było mowy, żebym przegapił szansę zagrania w Amsterdam Prologue z 1666 roku. Po spędzeniu z nim około pół godziny wyszedłem raczej zaciekawiony niż całkowicie przekonany. Może to zabrzmieć dziwnie, ale myślę, że w przypadku prologu dokładnie to należało zrobić.
Pierwszą rzeczą, która uderzyła mnie w Amsterdamskim Prologu z 1666 r., było to, jak znajoma wydawała mi się struktura opowiadania historii. Gra przeskakuje pomiędzy wieloma osiami czasu, przedstawiając postacie z różnych epok, jednocześnie powoli ujawniając, w jaki sposób łączą się ze sobą.
Jako osoba, która spędziła niezliczone godziny, śledząc Desmonda Milesa poprzez wspomnienia Ezio Auditore, ta konfiguracja natychmiast mi się spodobała. Przejścia między osiami czasu przywołały wspomnienia z wczesnych gier Assassin’s Creed, gdzie odkrywanie powiązań między przeszłością a teraźniejszością było często równie interesujące jak sama akcja.


Fabuła przedstawia Noę, tajemniczą postać przypominającą wiedźmę żyjącą w XVII wieku, obok Clio w epoce nowożytnej i Aarona w 1999 roku. Prolog skupia się głównie na ustanowieniu tych relacji, a nie na dostarczaniu najważniejszych momentów rozgrywki.
Takie podejście może rozczarować graczy oczekujących od razu rozgrywki pełnej walki. Osobiście podobało mi się to, że świat i postacie zajmują pierwsze miejsce. Miałem wrażenie, że to początek tajemnicy, a nie tradycyjne demo gry akcji.
Znów spacerując przez historię, znajdując jabłko Amsterdamu
Jednym z powodów, dla których zakochałem się we wczesnych grach Assassin’s Creed, było ich zaangażowanie w odtwarzanie scenerii historycznych. Nawet jeśli historie opierały się na teoriach fantasy i spiskowych, same miasta wydawały się wiarygodne. Podobne odczucia wywołał we mnie Amsterdam Prolog z 1666 roku.
Cóż, demo oferuje tylko mały wgląd w jego świat. Jednak architektura, ubiór, otoczenie i atmosfera już teraz wykazują silne przywiązanie do historycznej autentyczności. Spacer po tych miejscach przypomniał mi moją pierwszą eksplorację renesansowych Włoch wiele lat temu.
Amsterdam ma wyraźną tożsamość, która odróżnia go od niezliczonych średniowiecznych scenerii fantasy, które widzimy dzisiaj. Wąskie uliczki, stare budowle i niesamowita atmosfera tworzą scenerię, która wydaje się wyjątkowa nawet w tej wczesnej wersji.




Doceniam również to, że elementy nadprzyrodzone nigdy całkowicie nie przyćmiewają tła historycznego. Podobnie jak w trylogii Ezio, aspekty fantasy wydają się nakładać na świat, który wciąż wydaje się osadzony w określonym czasie i miejscu.
Czasami mniej znaczy więcej, szczególnie w przypadku kota
Największą niespodzianką 1666 Amsterdam Prologue była rozgrywka z kotem. Gracze mogą posmakować kontrolowania Clio, Noi i Aarona, choć dla mnie najważniejsze były sekcje poświęcone Aaronowi. Oczywiście bardzo chciałbym więcej współczesnych eksploracji, które przeprowadziłem jako Clio, ale poruszanie się po środowiskach jako kot od razu wydało mi się inne niż reszta doświadczenia.
Trasa dzieli się na bieganie, chodzenie i oczywiście mój ulubiony cat-kour. Kiedy jesteś kotem, gra kładzie duży nacisk na parkour, a skoki i nawigacja w środowisku odgrywają główną rolę. Niejednokrotnie przypominało mi to Stray’a, chociaż ta wersja niesie ze sobą znacznie mroczniejszy i bardziej przerażający ton.



W trakcie tych sekwencji wszystkie trzy postacie towarzyszą niepokojącemu uczuciu. Świat wydaje się zniekształcony, tajemniczy i czasami niewygodny w sposób, który dobrze komponuje się z motywem gry. Niezależnie od tego, czy jest to zabawna eksploracja w bibliotece, czy przerażające (i dość pikantne) szaleństwa w pokoju hotelowym, historia toczy się jak film.
Jeszcze nie idealne, ale łatwe do obserwacji
Niestety, prolog kończy się w momencie, gdy zaczyna robić się naprawdę ciekawie. Gdy relacja między Noą i Aaronem zaczyna nabierać kształtu, doświadczenie staje się czarne i pozostawia graczy z większą liczbą pytań niż odpowiedzi.
Prezentacja nie jest jeszcze idealna. Podczas korzystania z wersji demonstracyjnej zauważyłem pewne spadki liczby klatek na sekundę i ostre krawędzie. Ponieważ jest to prolog, a nie wersja ostateczna, piszę to bardziej jako informację zwrotną niż krytykę. Kilka dni temu ukończyłem grę 007 First Light i mogę powiedzieć, że mój komputer nadal jest w stanie uzyskać ponad 30 klatek na sekundę.
Normalnie te kilka rzeczy uznałbym za frustrujące. Tutaj myślę, że się udało. Prolog z Amsterdamu 1666 w mniejszym stopniu koncentruje się na prezentowaniu każdego systemu rozgrywki, a bardziej na przedstawieniu jego świata, osi czasu i głównej tajemnicy. Chociaż bardzo chciałbym zobaczyć więcej walki, więcej umiejętności czarów i głębsze spojrzenie na sam Amsterdam, wyszedłem zaintrygowany budowanymi fundamentami.

A co najważniejsze, wyszedłem chcąc zobaczyć więcej. Biorąc pod uwagę rodowód tego projektu i wspomnienia, jakie wciąż mam na temat trylogii Ezio, jest to obiecujący początek. Prolog 1666 Amsterdam może jedynie dawać krótki wgląd w to, co nas czeka, ale już wydaje się, że jest to gra, na którą warto zwrócić uwagę.
A jeśli chodzi o wydajność, jestem pewien, że twórcy wystarczająco zoptymalizują grę przed pełną premierą. Do tego czasu pozwólcie mi wymyślić teorie na temat uniwersum 1666 Amsterdam, a przynajmniej tego, ile widziałem do tej pory. A jeśli interesuje Was również historia prologu, sami sprawdźcie demo.