Wyjaśnijmy to od razu: nigdy nie grałem Opad gra. Poza tym, że rozpoznałem wszechobecnego jasnowłosego maskotkę i zrozumiałem, że akcja rozgrywa się po jakiejś nuklearnej apokalipsie, nie wiedziałem w ogóle nic o serii przed naciśnięciem przycisku odtwarzania pierwszego odcinka telewizyjnej adaptacji.
Ale współautorzy/współtwórcy Geneva Robertson-Dworet i Graham Wagner, a także reżyser Jonathan Nolan i jego partnerka kreatywna Lisa Joy mocno mnie przekonali. Fallouta stronę w dwóch prostych krokach. Po pierwsze, rozpoczęli jednym z najbardziej przerażających ataków nuklearnych, jakie kiedykolwiek widziałem w filmie i telewizji. Po drugie, opowiedzieli kilka śmiesznych dowcipów o kazirodztwie.

Poważnie! To coś w rodzaju yin i yang. Na podstawie serii gier wideo stworzonej przez Tima Caina, Opad argumentuje, że tworząc szeroką satyrę science-fiction, można mieć ciastko i zjeść ciastko — można możliwie szczerze przedstawić okropności zniszczeń, a przy okazji rzucić kilka chorych dowcipów.
Bomby zostają zrzucone podczas prologu, którego akcja rozgrywa się w upiornej retroprzyszłości, w której biała chlebowa amerykańska kultura okresu powojennego, przedrockandrollowego najwyraźniej trwała ponad sto lat, wraz z zimną wojną. Stany Zjednoczone i Chiny są tak blisko krawędzi wojny nuklearnej, że prezydenta przeniesiono w nieujawnione miejsce; w telewizji meteorolog rezygnuje z nadawania na żywo, ponieważ nie widzi sensu siedmiodniowej prognozy.
W tej średnioterminowej przyszłości naszą centralną postacią jest Cooper Howard (Walton Goggins), ktoś w rodzaju słynnego kowboja, który przeżył ciężkie chwile po rozwodzie. Wykonuje sztuczki na urodziny jakiegoś bogatego dzieciaka w domu na wzgórzach z widokiem na pobliską panoramę miasta. Okazuje się, że jest to aż nazbyt doskonały punkt obserwacyjny dla jego uroczej córki Janey (Teagan Meredith), która jako pierwsza będzie świadkiem pierwszej eksplozji.
Wszystko rozwija się w przerażającej powolności, gdy Cooper próbuje zapewnić Janey, że to tylko dym, aż w niebo wznosi się znajomy grzyb ognia. Uderza fala uderzeniowa. Szkło pęka. Dzieci biegają. Ojcowie walczą o schronienie. Wieżowce rozpadają się na drobne kawałki. Cooper i Janey odjeżdżają na swoim koniu, a eksplozja za eksplozją wybucha i rozkwita, wymazując wszelką nadzieję.
Jak to jest z otwarciem? Myślałem, że ciężko będzie przebić ten wynik 3 Problem z ciałem za wulgarne przejawy apokaliptycznej mocy w telewizji w tym roku, ale się myliłem. To coś chwytającego za serce i wywołującego wysuszenie ust.
Akcja powraca ponad dwa wieki później w dwóch bardzo różnych społecznościach, tak różnych, że nie od razu widać, że istnieją w tych samych ramach czasowych. Pierwszym z nich jest Krypta, tandetnie wesoła replika wyidealizowanej Ameryki z około 1950 roku, zachowana pod ziemią, aby podtrzymać zapaloną pochodnię cywilizacji lub coś w tym rodzaju. (Zastanawiam się, czy Silos gang też gdzieś tam jest.) Naszą główną rolę odgrywa odważna młoda dama o imieniu Lucy MacLean (Ella Purnell), która uczestniczy w różnych ogólnoamerykańskich zajęciach, kiedy nie zajmuje się „sprawami kuzynkowymi” w ramach przygotowań do ostatecznej aranżacji małżeństwo.

Niestety, ojciec Lucy, Hank (Kyle MacLachlan), nadzorca tej konkretnej Krypty (jest to numer 33 w serii), jest lepszy w inspirujących przemówieniach niż w dobieraniu graczy. Podczas rutynowego rytuału, który się nie powiódł, przypadkowo otwiera drzwi skarbca dla najeźdźców z powierzchni, udając innych mieszkańców Krypty, poślubiając Lucy z jednym. Noc poślubna przebiega wyjątkowo pomyślnie dla obu stron… do momentu rozpoczęcia zdjęć.
Nie trwa długo – być może w chwili, gdy jej mąż wyciera zasłonami swoje postkoitalne śmieci – Lucy zdaje sobie sprawę, że barbarzyńcy weszli przez bramy, że tak powiem. Po wyeliminowaniu „męża” w brutalnej walce na noże i potłuczone szkło, wychodzi i zastaje całą spokojną społeczność pogrążoną w krwawym chaosie. Najeźdźcy, dowodzeni przez imponującego Lee Moldaviera (Sarita Choudhury), wpadają w amok, mordując każdego, kogo tylko się da, obżerając się owocami pracy tych rozpieszczanych podziemi.
Wiele osób zostaje krwawo wymordowanych. Lucy biega w sukni ślubnej z pistoletem i bandolierem, w stylu komandosów na wiele sposobów. Jej przyjaciółka Steph (Sannabel O’Hagan) otwiera ogień z widelcem wystającym z jej oka. Ludzie latają w powietrzu i wpadają na stoły piknikowe Dom drogowy. Moldaver sugeruje jakieś sekretne powiązania z matką Lucy. To zabawna sprawa, jeśli chodzi o masakry.

W końcu najeźdźcy uciekają z Hankiem, pozostawiając resztę własnemu losowi, ale Lucy nie zamierza siedzieć bezczynnie. Wbrew radom i rozkazom wszystkich wyrusza na powierzchnię, aby samotnie szukać ojca.
Być może spotka innego naszego przyszłego bohatera, młodego żołnierza o imieniu Maximus (Aaron Moten). Jako członek zaprzysiężonego zakonu wojskowego Bractwa Stali, spędza większość czasu w koszarach, przechadzając się ze swoimi towarzyszami, którzy wyglądają i zachowują się, jakby przygotowywali się do wypłynięcia do Korei. Zamiast tego ich prawdziwym celem jest zostać najpierw giermkiem, a potem rycerzem, superżołnierzem ukrytym w zbroi wspomaganej przypominającej Iron Mana.

Kiedy jednak nadejdzie czas wyboru nowego dziedzica, władza reprezentowana przez surowego duchownego Quintusa (nagradzanego dramaturga i zapadającego w pamięć Panie Robotze ciężki Michael Cristofer), przekazać go swojemu przyjacielowi Dane’owi (Xelia Mendes-Jones, potężna postać w Koło Czasu). Kiedy jednak Dane zostaje zaopatrzone w żyletkę, Maximus szybko zmienia się z głównego podejrzanego w zastępczego giermka. (Jeśli to ma jakiekolwiek znaczenie, nie sądzę, żeby to zrobił, ale z pewnością należy zrozumieć, że tak bardzo chce zostać giermkiem, że nie przeszkadza mu to.)
Ale wkrótce po pustkowiach będzie przemierzać jeszcze jedna postać, ta będzie polować na mężczyznę uciekającego z legendarnego miejsca zwanego Enklawą. Jak się okazuje, jest to znajomy facet: dzięki magii promieniowania science-fiction Cooper Howard żyje i jest niezniszczalny 219 lat po upadku bomb, chociaż wygląda znacznie gorzej ze względu na zużycie i teraz wydaje się całkiem okropnym facetem , biorąc wszystko pod uwagę. Pierwszą rzeczą, jaką robi, gdy grupa łowców nagród w zachodnim stylu wykopuje go z ziemi, gdzie przetrzymuje go i torturuje szef mafii, zabija ich i podejmuje się ich misji jako własnej. Pomocny tytuł odnosi się do niego teraz jako GHOUL, co wydaje się pasować.
To dopiero odcinek, ale jak na razie Opad wydaje mi się lepszy od podobnie brutalnych, przesadzonych komediowych riffów science-fiction/fantasy na amerykańskim Zachodzie, takich jak Kaznodzieja Lub Pani Davis. Ponadto, pomimo pewnych powierzchownych podobieństw, w niewielkim stopniu przypomina poprzedni serial telewizyjny Nolana i Joy o dystopijno-zachodniej przyszłości Świat Zachodu że trudno o tym wspominać. To dobrze świadczy o kreatywności zespołu i niechęci do powtarzania własnej pracy.
Oglądanie Opad to trochę jak wejście do sali luster. Wszystkie postapokaliptyczne rzeczy zaczerpnięte z filmu i telewizji, a następnie wchłonięte i ponownie zinterpretowane przez serię gier – rzeczy neozachodnie, barbarzyńscy najeźdźcy, utopijne/dystopijne podziemne społeczności, napromieniowane mutanty itp. – są ponownie wyrzucane na ekran jako narracja fikcja.
Dziwne, ale to działa. Szczerze mówiąc, świeże wydaje się widzieć tropy z przeszłości, takie jak futurystyczne zaplanowane społeczności, kowboje z pustkowi i tak dalej, zamiast brudnej, szorstkiej estetyki wspomnianej wcześniej Silos lub dziwnie przereklamowany Ostatni z nas, kolejna adaptacja gry wideo. Jednak niektórym wyborom estetycznym przydałaby się inna przepustka; czy przyszłość będzie miała tę samą niebiesko-pomarańczową kolorystykę, co każdy inny program w 2024 roku? Jeśli otoczenie Krypty i tak jest dziełem projektora filmowego, niezły riff dalej Oklahoma!Żywy blask Todda-AO mógłby nieźle załatwić sprawę.
Ale choć może to mieć wpływ na jakość serialu, nie przeszkadza to w realizacji jego celów, którymi jest stworzenie zabawnego serialu z grami wideo z poczuciem humoru kategorii R, pewnymi obrzydliwymi rzeczami i okazjonalnymi okrucieństwami w historii świata przypomnij nam, że nie zawsze jest dobry moment. Powiedziałbym, że zrobili to, co założyli.
Sean T. Collins (@theseantcollins) pisze o telewizji dlaRolling Stone’a,Sęp,New York TimesaIwszędzie, gdzie go będzie, Naprawdę. On i jego rodzina mieszkają na Long Island.