Jeśli potrafisz wprowadzić innowacje do sportu i podnieść stawkę pod względem wartości rozrywkowej, jesteś na drodze do sukcesu. Taki jest cel Team Combat League, która jest pierwszym w Ameryce formatem turniejów drużynowych w boksie.
Dewey Cooper jest głównym trenerem pretendenta do wagi ciężkiej Francisa Ngannou, który 8 marca w Riyadzie zmierzy się z byłym dwukrotnym mistrzem unifikacji Anthonym Joshuą. Cooper jest jednak także prezesem Team Combat League, która w zeszłym roku miała bardzo udany debiut w drugim sezonie ustalony na marzec.
Dlaczego Cooper był odpowiednią osobą na to stanowisko? Cóż, mieszkaniec Los Angeles całe życie kręcił się wokół sportów walki. Przechodząc z Muay Thai do kickboxingu jako młodzieniec, Cooper stoczył w tym ostatnim 67 zawodowych walkach. Jako kickboxer walczył także zawodowo w boksie i zakończył karierę z rekordem 19-3-3. Aha, brał także udział w MMA i w 2008 roku został wprowadzony do Galerii Sław Sztuk Walki.
„W USA jest wielu twardzieli, więc chcieliśmy zobaczyć, w których miastach są najtwardsi bokserzy” – powiedział Cooper. „To jedna z głównych koncepcji Team Combat League.
„[NYC Attitude] są obrońcami tytułu, ale mamy kilka drużyn, które chcą ich wyeliminować [in season two]. Masz Philadelphia Smoke, Las Vegas Hustle, Houston Hitmen, Atlanta Attack, Los Angeles Elite, Boston Butchers. Mamy najfajniejsze nazwiska ze wszystkich dyscyplin sportowych… nie ma nic lepszego (śmiech).”
Fani boksu są przyzwyczajeni do oglądania różnych walk po czterech, sześciu, ośmiu i dziesięciu rundach. Następnie zazwyczaj są traktowani na walkę o tytuł trwającą 12 rund i żadne z pojedynków nie ma żadnego prawdziwego związku. W końcu boks to najlepszy sport, w którym można walczyć jeden na jednego.
To właśnie w tym miejscu Team Combat League łamie wszelkie zasady.
„To koncepcja zespołowa i krótki pakiet materiałów wybuchowych” – stwierdza Cooper. „Masz 24 trzyminutowe rundy i w każdej rundzie pojawiają się nowi zawodnicy. Masz jedną rundę, aby narzucić swoją wolę i pokazać swoje umiejętności przeciwko przeciwnikowi. Po 24 rundach wszystkie rundy są punktowane, tak jak w normalnym boksie zawodowym, a drużyna z największą liczbą punktów wygrywa.
„To format przyszłości. To budzi emocje w nowej generacji – generacji smartfonów – która chce informacji na wyciągnięcie ręki. Pierwszy sezon był spektakularny, a drugi spodziewamy się jeszcze bardziej ekscytującego.”
Jak wskazuje Cooper, punktacja opiera się na systemie 10 punktów, ale jest jedna różnica: dwa powalenia w dowolnej rundzie i walka kończy się automatycznie. Nie przyzwyczajony do tego formatu, zapytałem, dlaczego zawodnik nie miałby otrzymać szansy na kontynuowanie walki, skoro sędzia uznał, że nadal może się obronić. Przez głowę przechodziły mi obrazy Diego Corralesa kontra Jose Luisa Castillo (runda 10).
Odpowiedź Coopera miała sens w całym świecie.
„Dbamy o ochronę bojowników. Protokół CTE i wstrząśnienia mózgu są w naszej firmie bardzo ważne” – powiedział poważnie. „Bezpieczeństwo myśliwców jest na pierwszym miejscu. Oczywiście, że chcemy emocji. Oczywiście chcemy, aby fani doświadczyli fascynujących, energicznych i napędzanych adrenaliną wrażeń. Ale nam zależy na zawodnikach. To nie tylko bydło kierowane do rzeźni.
Pierwszy sezon był bardzo udany, a na sezon drugi mamy ambitne plany. Cooper ma nadzieję, że finały MegaBrawl, w których wezmą udział wszystkie drużyny, które dostaną się do play-offów TCL, odbędą się w Wielkiej Brytanii. Mówi się również o co najmniej dwóch drużynach z Wielkiej Brytanii rywalizujących w trzecim sezonie.
Miejcie oko, bo Team Combat League już tu pozostanie.