Egzorcysta ma dwie reputacje. Po pierwsze, jest to jeden z najwspanialszych horrorów, jakie kiedykolwiek nakręcono – jeden z najwspanialszych filmów, jakie kiedykolwiek nakręcono – i kamień milowy w kinie Nowego Hollywood lat 70., ruchu, w cieniu którego inteligentni amerykańscy filmowcy pracują od tamtej pory. Po drugie, przekonał nie tylko swoich widzów, ale nawet osoby związane z filmem (w szczególności, jak głosi plotka, Warner Bros. PR), że jego związek z ciemnością był na tyle silny, że rzucił na produkcję rzeczywistą klątwę. To samo postrzegane powiązanie doprowadziło do czegoś, co zbliżało się do masowej histerii po premierze filmu, powodując wzrost zainteresowania okultyzmem i kultem satanistycznym, który miał nakarmić ostatecznych Szatańska panika. Bez obrazów dostarczonych przez Egzorcystarozsądnie jest stwierdzić, że wiele osób po prostu nie wiedziałoby, czym jest panika.
Do pewnego stopnia rozumiem. Podobnie jak niezliczeni miłośnicy kina, wiadomość o śmierci reżysera filmu, przerażająco inteligentnego twórcy filmów gatunkowych Williama Friedkina, skłoniła mnie do ponownego odwiedzenia Egzorcysta tej nocy. Uznałem, że jest tym, za co zawsze go uważam: wzniosłym.
Naprawdę mam na myśli to w quasi-religijnym znaczeniu tego słowa. Kiedy patrzymy, jak młoda Regan MacNeil (Linda Blair) lewituje z łóżka w kształcie krzyża na oczach dwóch zdesperowanych, wstrząśniętych księży próbujących ją uratować, efekt jest monumentalny, nadzmysłowy, jakbyśmy byli świadkami odsłonięcia jakiegoś strasznego starożytnego bożka. To spojrzenie na nadnaturalną moc anty-boskości — fotonegatyw w małej skali przedstawiający podróż Davida Bowmana poza nieskończoność w 2001.
Oglądając to ponownie zeszłej nocy, chociaż widziałem to, Boże, być może dziesiątki razy, wzruszyło mnie to do łez z czystego podziwu. To transcendentne kino. Nic dziwnego, że ludzie myśleli, że widzą coś związanego z prawdziwą transakcją. Taka jest siła kina. Jak powiedziałem, film ma swoją reputację nie bez powodu.
Zdawałem sobie sprawę z tej reputacji, kiedy pierwszy raz oglądałem Egzorcysta w piwnicy moich rodziców jako licealista wiele lat temu. Zaskakująco nieśmiały nastolatek, biorąc pod uwagę moje późniejsze zainteresowania, dopiero co zanurzałem się w świecie „poważnych” horrorów. Chociaż moje młode życie kręciło się wokół wszelkiego rodzaju potworów — od Godzilli, przez gang Universal Studios, mitologię grecką, po pałac Jabby — i chociaż już w szkole średniej interesowałem się powieściami Stephena Kinga, myśl o siedzeniu w ciemności i oglądaniu coś, co miało mnie bardzo przestraszyć, celowo, było zbyt trudne do rozważenia. Za głośny płacz, okładka bo horrory w sklepie wideo przerażały mnie wystarczająco.
Więc spędziłem to pierwsze oglądanie w prawie ciągłym stanie zachwytu, zabarwionego paniką przerażenia. Wciągnięty w dziwne, naprzemienne rytmy filmu — okresy dezorientującej ciszy, po których następują segmenty równie dezorientującej kakofonii, jasne światła pustynnych wykopalisk archeologicznych lub dobrze oświetlona kamienica w Georgetown wymieniająca ósemki z cieniami pozbawionego światła strychu i niebiesko-białym światłem zwłok czystego zła świecącego w ciemności — byłem przygotowany na każdy ruch Friedkina i pisarza Williama Petera Blatty’ego (dostosowujący własną powieść), aby mnie przestraszyć.
W tym samym czasie zestaw niesamowitych kreacji — Linda Blair jako słodkie i udręczone dziecko Regan MacNeil; Ellen Burstyn jako jej słynna, bezkompromisowa, coraz bardziej zdesperowana matka Chris; Jason Miller jako byroniczny, pogrążony w poczuciu winy, pełen wątpliwości ksiądz, ojciec Damien Karras; Max von Sydow, grający mężczyznę starszego o dekady (miał właściwie 43 lata, pod niewiarygodnie skutecznym makijażem wieku) w Ojcu Lankesterze Merrinie, maszerującym nieubłaganie ku własnej zagładzie — sprawił, że nie było to tylko techniczne osiągnięcie w zdolności filmu do straszenia, ale co Boogie Noce nazwałby „prawdziwym filmem, Jack”. Ci ludzie byli tak złożeni i żywi, jak wszyscy we współczesnych filmach Coppoli, Scorsese, Altmana i reszty hollywoodzkich parweniuszy. To również jest w rzeczywistości nieco bezwzględne ze strony Friedkina: wielcy reżyserzy horrorów wiedzą, że potrzebujesz prawdziwych ludzi, a nie lalek, którymi przenosisz się od jednego zabójstwa do drugiego, aby twój film działał naprawdę czarną magią.

Jednak najciemniejszy moment tej magii… na to nie byłem przygotowany.
Zdarza się we śnie. Zemdlał pijany opłakując śmierć swojej zubożałej matki i okaleczony poczuciem winy, że nie było go przy niej, kiedy umierała, ksiądz psychiatra ks. Karras ma złowrogi sen. Niektóre części są dość łatwe do kontekstualizacji: wyciszone zejście jego matki na stację metra pomimo desperackich próśb Damiena reprezentuje jej śmierć i jego poczucie winy.
Innych elementów nie da się racjonalnie wyjaśnić. Widzi psa, echo sceny z początkowej sekwencji, w której dzikie psy warczą i szarpią się nawzajem, gdy ks. Merrin konfrontuje się z posągiem demona, który przyjdzie opętać młodą Regan. W jakiś sposób widzi wahadło z zegara w biurze Merrin. Widzi swój własny medalik świętego Józefa — ten sam rodzaj medalika zakopany z miniaturą tego demonicznego bożka wykopanego przez Merrin — spadający w powietrzu na ziemię; ten medal, jak się przekonamy, jest osłoną przed złem, osłoną, którą on zerwie.
I on to widzi. I widziałem to. I prawie straciłem rozum ze strachu.

Gdybym mrugnął, mógłbym to przegapić, a taki był zamiar Friedkina. Chciał, żeby strzał był niemal podprogowy i tak by się stało przyjdź do ruty technologia, która pozwalała ludziom przewijać i zatrzymywać klatkę na tym upiornym obliczu. W końcu to tylko Ellen Dietz, zastępczyni Lindy Blair, ubrana w trupią farbę – odrzucony projekt, jak wyglądałaby sama Regan, gdy byłaby opętana, stworzony przez filmowego geniusza makijażu, Dicka Smitha.
Nic z tego nie wiedziałam jako przerażona nastolatka. Wiedziałem tylko dwie rzeczy. To była najstraszniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek widziałem, i natychmiast musiałem to zobaczyć ponownie.
Więc przewinąłem tę kasetę VHS. Znowu oglądałem sen. Zmusiłem się, by spojrzeć, jak widok twarzy czystego zła w ósmej części sekundy pojawił się z powrotem na moim ekranie, po czym zniknął z powrotem w niepokojącym ekspresjonizmie snu Karrasa.
Do dzisiaj nie mogłem dokładnie powiedzieć, dlaczego, poza tym, że upierałem się, w przeciwieństwie do Friedkina, że nie po to, by przeprowadzić na sobie terapię awersyjną. To nie była sytuacja, w której myślałem, że wielokrotne oglądanie pozbawi Twarzy jej mocy. Dokładnie odwrotnie. I wiedział to by mnie znowu wystraszyło na śmierć – na przykład, prawdziwy strach, nie strach przed kolejką górską, nie strach przed rozlaniem popcornu, ale rozdzierający serce wyrzut adrenaliny strach – i tak zrobiłem.
Najbliższa rzecz, jakiej doświadczyłem wcześniej, była w rzeczywistości bardzo podobna: pierwsze ujęcie dwóch zamordowanych małych dziewczynek Lśnienie, inne arcydzieło horroru, którego użyłem jako wprowadzenia do tego gatunku. (Jak widać, skoczyłem na głęboką wodę.) Podobnie jak Twarz, „Bliźniacy” pojawili się najpierw w umyśle bohatera, zanim zobaczyliśmy ich naprawdę; byli nieruchomi; milczeli; byli tu i zniknęli w mgnieniu oka, udawać-podprogowo.
W obu przypadkach, choć brakowało mi jeszcze języka, by to opisać, sprawiły, że poczułem się tak, jakby historia, film, a nawet sama rzeczywistość była zhakowany, przez wrogie siły nie z tego świata. Podobnie jak w przypadku transmisji ujawniającej przybycie tytułowej bohaterki u Johna Carpentera książę Ciemności, którego nie zobaczę aż do późnej dorosłości, bohaterowie odbierają te transmisje jako sen, ale to nie jest sen. „To, co widzisz, dzieje się naprawdę”.
Te obrazy były ciemnością wyciekającą na świat, tak się czułem. Tak czułbym się wiele lat później, kiedy po raz pierwszy zetknąłem się z nadprzyrodzonym horrorem obecnym w twórczości Davida Lyncha: Twin Peaks, Twin Peaks: Ogniu krocz ze mną, Zagubiona autostrada, Mulholland Drive, Inland Empire, Twin Peaks: Powrót. Friedkin, Kubrick, Lynch: Wykorzystali pustkę, prawdziwą czerń. Moje spotkanie z tą ciemnością było przez cały czas przebudzeniem we mnie osoby z horroru. Kiedy przewinąłem sen, by ponownie zobaczyć Twarz, mimo że byłem przerażony bardziej niż kiedykolwiek przez cokolwiek, co kiedykolwiek oglądałem, goniłem tak wysoko. Musiałem to zindeksować.

Od tego czasu dowiedziałem się, że nie jestem sam w robieniu tego rodzaju rzeczy. W zeszłym tygodniu, przed śmiercią Williama Friedkina, byłem przypadkiem pytając w mediach społecznościowych gdyby ktokolwiek inny natychmiast przewinął i obejrzał ponownie coś, co go bardzo przeraziło. Wyniki były rozstrzygające: tak, to jest coś. Ludzie cytowali obrazy z Psycho, The Ring, The Thing, The Blair Witch Project, Mulholland Drive, Under the Skin, Hereditary, Unedited Footage of a Bear — rząd morderców z najlepszych horrorów, jakie kiedykolwiek powstały.
M. Night Shyamalan wykorzystał to zjawisko w swoim horrorze Oznaki. Postać grana przez postać Joaquina Phoenixa jest tak przerażona nagranym na wideo materiałem naocznego świadka kosmity, że zeskakuje z krzesła, zakrywając usta dłonią w szoku… a potem ponownie patrzy, jak materiał jest szybko przewijany i pokazywany ponownie. Film mówi, że to nie tylko straszenie skokami, chociaż to też jest to. To jest coś nie powinien byća jednak tam jest, a ty będziesz nacieszyć oczy i nasycić swoją duszę.

To samo można powiedzieć o Face, przerażającym skoku z kilkoma atrybutami, które kojarzymy z techniką. Żadnych głośnych dźwięków. Bez długiego tworzenia. Brak budującej napięcie muzyki z partytury, ani powolnych ruchów przez zaciemnione korytarze w kierunku strasznego celu przez bohaterów. To po prostu coś, co pojawia się w głowie ojca Karrasa i od tego momentu nigdy nie opuszczało mojej.
Niestety, niektórym widzom filmu w ciągu ostatnich dwudziestu kilku lat odmawiano tego doświadczenia. W wersji na przemian zapowiadanej jako „Rozszerzona, reżyserska” (w rzeczywistości została zatwierdzona przez Williama Petera Blatty’ego, który zaadaptował scenariusz z jego powieści) lub „Wersja, której nigdy nie widziałeś”, nasze pierwsze spojrzenie na twarz jest przesunięte w górę do wcześniejszej sceny i w ogóle nie działa. Nowe ujęcie trwa trochę za długo, twarz jest trochę zbyt żywa (ujawniając, że to tylko ktoś w przerażającym makijażu, co pseudo-podprogowa zwięzłość oryginalnego ujęcia pomaga ukryć) i jest usunięta z dezorientującego kontekstu sen pijanego, niewiernego księdza, zamiast tego pojawia się w zimnym świetle sali egzaminacyjnej w szpitalu. Pojawia się nawet kilka razy po śnie, niezdarnie nałożony na ciemne powierzchnie w domu Chrisa i Regan. Wszystko jest źle.
Ale w 1973 roku William Friedkin miał rację. Nieżyjący już reżyser spędził swoją karierę, łącząc swoją absolutnie bezwzględną biegłość jako twórcy filmów gatunkowych z materiałem, który wydobywał ciemność z tych gatunków i utrzymywał ją w migoczącym świetle. (Biegnij, nie idź, aby Żyć i umrzeć w Los Angeles jeśli chcesz zobaczyć thriller kryminalny o gliniarzach i rabusiach, który wydaje się tak zepsuty, że mógłby sam się pożreć podczas oglądania.) To jedno krótkie ujęcie jest krystalizacją wszystkich jego umiejętności jako filmowca. To jego milisekundowe arcydzieło.
Jak wspomniałem powyżej, w charakterystyczny dla siebie irytujący sposób, Friedkin nie zwariował na punkcie tego, jak strzał chwycił, ani tego, jak możesz teraz po prostu na to patrzeć w wolnym czasie. Ale gdyby to dawne ja mogło z nim porozmawiać, powiedziałby Friedkinowi, żeby się nie martwił. Przewijałem i oglądałem ponownie nie po to, by rozbroić moc obrazu znajomością, ale by się z nią skonfrontować. Byłam Merrin, stojącą na tej skale i patrzącą w dół na posąg. Byłem Karrasem, pogrążonym w walce ze złem, które rozwiało jego wątpliwości co do świata zaświatów, nawet gdy atakowało jego umysł w świecie krwi i kości. Zmuszam się do konfrontacji z mrocznym numinicznym – do dotknięcia transcendencji, choć ta perspektywa może być przerażająca. William Friedkin dał mi to wszystko za jednym zamachem.
(Ten utwór został napisany podczas strajków WGA i SAG-AFTRA w 2023 roku. Bez pracy scenarzystów i aktorów, którzy obecnie strajkują, film, o którym tu mowa, nie powstałby).
Sean T. Collins (@theeseantcollins) pisze o telewizji dla Toczący się kamień, Sęp, The New York TimesI wszędzie, gdzie będzie go miał, Naprawdę. On i jego rodzina mieszkają na Long Island.